piątek, 12 listopada 2010

dupadupa

Istnieje tylko tu i teraz.

zabralem sobie z przeszlosci jedna z potrzeb, jaka mialem. teraz nie chce miec potrzeb. zabralem sobie myslenie o przeszlosci i przyszlosci. zabralem polaczenie ze zludnym poczuciem bezpieczenstwa, ze rzeczy pojda po mojej mysli. jaki bylby sens zycia, gdy szly po mysli.. dlatego nie ma juz mysli.

zyje. nie robie, tylko akceptuje przemijanie. nie kaze nic i nie zmuszam. odpuszczam wszystko, co byloby przywiazaniem. w tu i teraz nie ma bolu, nie ma straty, nie ma krzywdy, jest jedynie akceptacja i wyjatkowosc. jest placz ze szczescia i jest zrozumienia. jest wszystko. jest prawda.

siedzialem w wannie i patrzylem. i widzialem swiat i go dotykalem. wszystkie zmysly polaczyly sie w jeden. wszystko sie zatrzymalo i nie istnialo poza jednym momentem. medytowalem, gdy sie wystraszylem. wzialem swoj lek i go przezywalem. to nie lek nas boli, ale to, ze go nie akceptujemy. gdy zaczynasz akceptowac, nie ma leku, bo nie moze istniec cos, co nie jest egzystencjonalne. lek to brak akceptacji. nie istnieje, gdy jest akceptacja. tyle inwestycji w lek - w cos, czego w ogole nie ma..

akceptacja istnieje. jesli zaczniesz akceptowac, przestaniesz sie bac. nie bedziesz nawet myslal tak jak myslales - boisz sie? ale czego? nie chodzi w ogole o to, ze mozna sie bac czegos.. chodzi o to, ze leku nie ma. ze akceptujesz zycie i nieprzewidywalnosc. ze odlaczasz sie od kazdej z potrzeb i kazdego z musow. wystarczy, ze akceptujesz. to nie bylo proste.. ale staje sie coraz bardziej oczywiste. to jedyna droga.

czwartek, 11 listopada 2010

Ponownie blog jako notatnik, z prywatną dedykacją.

Mamy coraz lepsze technologie do wpływania na siebie. Możemy przedefiniować każdą sytuację. Możemy zamienić gwałt na stosunek seksualny bez pełnej motywacji, możemy zamienić krzywdę na najważniejszą lekcję życia. Możemy złapać każde przekonanie i uwierzyć we wszystko. Ktoś, kto nie ma pieniędzy zaczyna wierzyć, że jest bardzo bogaty. Wiemy, że można zrobić wszystko. I powstaje pytanie, czy idziemy w dobrym kierunku.

Tworzysz rzeczywistość. Tworzysz świat, ktory działa według Twoich praw. Wybierasz w nim siebie i kształtujesz się jako człowiek. Wybierasz pewne emocje, szczególnie te przyjemniejsze - entuzjazm, podniecenie, brechty, itd. Unikasz tych, które Ci się nie podobają - lęk, wątpliwości, konfuzja. I uczysz się, jak tak funkcjonować.

Dostajesz dawkę kokainy.

Nagle jesteś w stanie autentycznie stworzyć świat, w ktorym nie ma bólu. Gdy ktos płacze, filtrujesz przez przekonanie: nie wolno się użalać nad sobą, to tracenie czasu. Gdy ktoś ma wątpliwości, wpajasz im pewność. Spotykasz takich ludzi jak Ty sam - wspólnie tworzy się społeczność ludzi, którzy przebywają ze sobą. Poza ten świat nie wychodzą, a inny pozostały obok jest wrogi. Po jakimś czasie ten świat jest tak piękny, tak lepszy, tak łatwiejszy i prostszy, ze zamykają się jeszcze szczelniej drzwi na zewnątrz.

Wybierasz 1% świata, jakiego dostarcza Ci los - 1% i zaczynasz żyć, jakby to było 100%. Dziewczyna obok Ciebie pragnie iść na spacer, ale Ty pracujesz do 24, by można było kupić mieszkanie lepsze. A ona nie chce. Ona tęskni za fanaberią i głupstwami, jakie robiliście dawno temu. Ty czytasz książkę, bo nalezy sie rozwijac. A ona chce się przytulić. Ale wtedy Ty się nie rozwiniesz..

Ktoś cierpi, boli go, skręca ze smutku, my dajemy mu nie-ludzką technikę zamiast serdeczności i ciepła. Czynimy z niego bardziej sprawnego robota, a nie lepiej rozumiejącego człowieka. Mówimy: powody są nieważne, mimo że oni chcą się nami z nimi podzielić.

Rogers miał rację twierdząc, że przy pełnej akceptacji ludzie otworzą się przed nami najbardziej i coś takiego jak zaufanie i poczucie bezpieczeństwa ustanowi więź między 'klientem' a 'sprzedawcą'. A do tego potrzeba spojrzenia poprzez ich łzy, by powiedzieć - rozumiem Cię. Wiem, co czujesz. Przeżyłem to sam. I ponieważ sam z tego wyszedłem, pomogę Ci w procesie tego, byś Ty też tam doszedł.

Potem sie okazuje, że tam jest też inny świat, w którym jedynym spójnym sposobem budowania więzi nie jest jednak siadanie w podobny sposób, ale umiejętność empatycznego zrozumienia drugiej strony. Zrozumienie to niekoniecznie zgadzanie się. To zbudowanie pomostu między tym, co już to zna i tym, co dopiero poznaje. I stworzenie partnerskiej relacji.

To miał być dodatek do tego mnie, który z godnością reprezentuje samego siebie. Który bardziej niż maskę tego, jak się projektuje akceptuje siebie i wierzy, że to w nim ktoś ujrzy płomien nadziei, spokoju, zrozumienia, miłości. To miało byc jebane narzędzie, ktorym wprawnie się posługujemy by stawać się bardziej sobą i bardziej się odkrywać, niż odsuwać od siebie.

I ja jestem pierwszym jakiego nalezy winić.

I jak zawsze... To zawsze pozostanie..:)

Życzę Ci serdeczności. Ciepła. Powodzenia. Życzę Ci oczu, jakie widzą, uszu, jakie słyszą i serca, jakie czuje. Życzę Ci zdjęcia maski i zaakceptowania siebie i powodzenia w odkrywaniu źycia ze wszystkimi jego smakami, a nie tylko zza złotej, bezpiecznej rzekomo klatki. Życzę Ci pełni, bo tylko pełnia da Ci wolność wyboru. Życzę Ci być zainwestowała w odwagę poznania siebie, bo odkryjesz tam wyjatkowość, jakiej nie da Ci nic z zewnątrz. Życzę Ci życia. Jest wspaniałe.

środa, 27 października 2010

Bo

Jestem czasem nierozumiany.
Czasem mam trochę dość.
Co jakiś czas spaceruję, samotnie.
Czekam na zmianę.
Boję się próbować.
Zostawiam rzeczy za sobą.
Zapominam, często.
Tak, jest mi żal.
Nie tęsknię, zaczynam już zapominać.
Nigdy jej nie kochałem.
Żyć lepszym życiem.
Nie myślę o tym, 'dlaczego'.
Tak, zrobiłbym to.
Nie, nie mam odwagi.
Sprzeczność? Po prostu dwie różne drogi.
To dopiero się definiuje.
Nie potrzebuję więcej czasu, ale wiem że go będę szukał.
Tak, jestem jedyny.
To moja gorsza strona.
Nie, tak naprawdę nie ma lepszej.
Często poza twoim zasięgiem.
Zasługujesz, z pewnością.
Nie dostaniesz.
Twoja kolej.
Zawsze sobie mówię, że mam czas.
Zabraknie go.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Zapisek

Spotykam Cię

by Cię pokochać. Bo to zakochanie jest nam potrzebne dla więcej niż tylko "my sami". Już nie chodzi tylko o nas, rozumiesz?

Tęsknię za Tobą, wiedząc, że jesteś. To, że jesteś, mi wystarczy. Nie muszę cię widzieć, być przy Tobie, choć chcę cię oglądać, podziwiać, słuchać i zatrzymać z tobą czas. Jestem myślami z tobą.

Czuję nasze podniecenie.. ale nie myślę o seksie. Nie wystarcza mi. Chcę Ciebie. Seks... poczekaj jeszcze. Przytul mnie. Stajemy się jednością. Ja oddycham Tobą, Ty oddychasz mną. Ty bijesz moim sercem. Fizyka nie pozwala mi być bliżej, choć obejmuję Cię najmocniej, jak umiem. Siła i delikatność to to samo.

Dostaję smsa.

Serce mi skacze, czy to od Ciebie. A jeśli nie? Ale nie chcę go odbierać. Ta chęć jest wartością o wiele większą niż odebranie. Entuzjazm, oczekiwanie, podniecenie, że to dla mnie... Nie wystarcza. Zbyt pusty jest egoizm sprawdzenia, od kogo przyszedł. Tak pełniejsza jest świadomość tego, że przyszedł. Nie muszę go odbierać.

Fascynacja.

Podniecenie.

Entuzjazm.

Przyjemność.

Ekscytacja.

Są tak powierzchowne. Orgazm nie da mi tego, czego chcę. A chwila z tobą jest wiecznością. Może trwać sekundę w innym wymiarze, ale dla mnie jest wieczna. Nie tylko ja nie chcę, by ta chwila się skończyła. Nie tylko Ty nie chcesz, by się skończyła... Ona trwa zawsze i wszędzie. Żyję nią.

Jestem nią.



fikcja literacka, zainspirowana czymśtam. wyszło emocjonalnie.

niedziela, 13 czerwca 2010

pomysłów mi na tytuł zabrakło

Miasto żyjące w nocy, ciepły weekend, modny klub i stojąca przed nim kolejka. Każdy chce się znaleźć w środku, więc jest socjalnie uprzejmy dla selekcjonera, którego gdzie indziej nazwiemy odźwiernym. Atrakcyjne dziewczyny wpasowane we wzorzec z reklam Victoria's Secret, podziw i entuzjazm selekcjonera zdobywają wystającym dekoltem, a oni jak dzieci cieszą się z udawanej uwagi którą otrzymują. Ciekawe, czy gdyby nie mieli władzy i autorytetu w dawaniu dostępu do klubu, też by ją zdobyli.

Wchodzisz, rozglądasz się, kalibrujesz sytuację. Patrzysz jak ludzie noszą ubrania, jak noszą samych siebie. Dodatki i wiek definiują hierarchię społeczną - po 10 sekundach już wiesz, co tu jest w cenie. 80% facetów nosi eleganckie koszule na codzienne spodnie, kobiety jak zawsze idą w walory odkrytego dekoltu i szczupłych nóg. Co druga ma szpilki na stopach, podnoszą tym swoje tyłki do góry eksponując narządy rodne i cię atawistycznie podniecają. Wiesz, że to samo robą samice szympansów by w rui zdobyć uwagę samców? Ta, która skusi najlepszego kandydata, ma świetlaną przyszłość pełną bezpieczeństwa i pewności, na rzecz której nawet zrezygnuje z fascynacji.

Ale one jeszcze nie poznały Ciebie.

To jest rynek kupna i sprzedaży, gdzie ona kusi jego, jak na wystawie w sklepie. Alkohol to paliwo rakietowe wywołujące uległość i terytorialność, walutą tutaj jest poziom inteligencji, jakim konkurują kontrahenci. Zawsze wygrywa nie silniejszy, ale elastyczniejszy i sprytniejszy. Ona wie, że On da jej więcej możliwości i pozycję w grupie. On ją zmieni z dziewczynki w dojrzałą kobietę szukającą swego księcia z bajki. Dla niego zrezygnuje z tego co wypada i nie, zapomni o całym bożym świecie i odda się w pełni, licząc na romans życia. Super – lepiej trafić nie mogła.

Książe właśnie minął wystawę...

Patrząc się jedynie przed siebie z naturalną, należną mu prawdziwością, kiwa głową do ochroniarzy i kieruje wzrok na drzwi. Minimalnie przyspiesza, uśmiecha się do siebie i idzie wziąć, co jego. Nikogo nie omija, bo strategicznie wybrał prostą i krótką drogę, by zdążyli go zobaczyć. Podziw dawany przez kobiety i zazdrość innych samców swoistą owacją na stojąco, którą nieświadomie mu wszyscy oferują. Wie, że jeśli sam się nie będzie cenił, lubił, kochał i szanował, nigdy świat nie będzie mu mógł tego dać. Zainwestował w orkiestrę wewnątrz, a teraz słucha muzyki na zewnątrz.

Ponieważ jego zachowanie przekazuje wartość pewności, dominacji, ciepła i dumy, oczy ochroniarzy nadają mu status gwiazdy. Zapytanie kogoś takiego, czy ma kartę albo zaproszenie to społeczne samobójstwo. Taki ktoś zna ludzi, którzy znają ludzi. Tak się noszą polujące rekiny, siedzący przy mahoniowym stole gangsterzy z najwyższej półki i przyjaciele szefa. Drzwi są więc otwierane, a on nagradza korzystne dla systemu zachowanie uśmiechem. Uwielbia ludzi i nie musi niczego udawać.

Ten chłopiec już dawno stał się mężczyzną...

Przejdzie środkiem schodów, nigdy nie trzymając barierki. Ktoś stanął mu na drodze, on delikatnie się zatrzymał, stojąc na zbalansowanych nogach i uniósł o centymetr brodę nad poziom horyzontu. Tak robią stojący nad upolowaną zdobyczą łowczy, którzy pokazują dumę i moc. Siłę możesz zdobyć sterydami. Mocy musisz się nauczyć.

Gdy zobaczy parkiet, stanie na samym początku w jego centrum. Wyjmie papierosa, bardzo powoli go zapali. Wie, że każde pierwsze wrażenie stanie się generalizacją na jego temat, więc wybrał inkrustowaną, nieco droższą zapalniczkę. Teraz wiadomo, że ekskluzywność to jego pokarm. Kobiety to zauważą, a chcą towar z najlepszej półki.

Towar właśnie się sprzedaje, podejdźmy do kasy...

Trwa to długie chwile, gdy zaciągnie się głęboko, uśmiechnie do siebie i w oparach dymu zobaczy, kto jak się patrzy. Czas działa na jego korzyść. Nie ma dla niego reguł, nie zna przeszłości, ma jedynie ten moment i tą chwilę. Bawi samym faktem bycia. Zjada wszystkie spojrzenia padające na niego. Rozkręca się kogucikami z piwem przy barze, którzy udają, że ich śmieszy, ukrywając przed samymi sobą to, że w porównaniu z nim, nie mają czego tu szukać.

Jest sobą.

Patrzy na tańczącą obok kobietę i uśmiecha się do niej zalotnie. Jest zawadiacki. Jest szarmancki. Jest ciepły i cudownie tajemniczy. Ona nie może podejść i z nim porozmawiać, bo wyjdzie na łatwą i straci opinię. Już chce z niego zerwać spodnie, ale dłużej odkładana przyjemność zaowocuje nieokiełznaną pasją, gdy zaczną rozmawiać. Tak samo, gdy chcesz już mieć orgazm, ale zatrzymujesz się w ostatniej chwili i przeciągasz go w nieskończoność. Jesz cukierek i masz cukierek. To frakcjonowanie. Niech trwa jak najdłużej.

Kobieta odwraca się do niego plecami...

Zdobywca uśmiecha się z tej informacji, bo samica prezentuje mu walory swej młodej fizjologii. Teraz tańczy już dla niego, wybierając spośród wszystkich najlepiej zapowiadającą się korzyść. Minimalnie się przesuwa w jego kierunku, on robi krok do niej. Ten godowy taniec zamiast ogona u pawia ma modną marynarkę, a gajowy las zamieniono na nocny klub. Co za różnica. Masa wybierze nowego ciucha, by coś osiągnąć. Elita wybierze wkład w siebie, by ciuch miał honor bycia przez nią noszonym.

Spędził lata ucząc się bycia Mężczyzną. Przechodził przez okres nastoletniego buntu, 20-letniego „mogę już wszystko” i silnej osoby z twarzą, jakby miało się gorącego kartofla w majtkach. Zebrał wszelkie możliwe baty za każdy najmniejszy błąd i cudowne jęki zachwytu, gdy ona wspinała się do kolejnego orgazmu. Ma za sobą udowadnianie, porównywanie się i pokazywanie, że technika przedłuży nam penisa. Dorósł. Dojrzał. Zrozumiał i osiągnął.

I nawet nie masz kurwa pojęcia jak bardzo wiele.

niedziela, 9 maja 2010

Bajeczka

W ogrodzie rośnie szkarłatna róża.

Ma delikatne i piękne płatki, na których zbierają się poranne kropelki rosy.

Jednak dni mijają i piękne płatki z czasem marszczą się i opadają - czy jakąś wartość po sobie pozostawiają?

Lecz jest i dzika róża której zapach wiatr roznosi po całym ogrodzie, jej energia jest tak fascynująca, że aż można się w tej woni zatracić.

A kiedy taka dzika róża przekwita, jej czar się nie kończy, lecz rozpoczyna. Daje cudny płomienno-czerwony owoc o leczniczych właściwościach.

Energia i piękno.

czwartek, 25 marca 2010

Jebany psychoanalityk ze mnie, nie?

Nie rodzimy się ani Kolumbijczykami, ani Niemcami, ani Polakami, ani Amerykanami – w zależoności od tego, gdzie był poród, taką etykietkę nam dają. Nie jesteśmy również Katolikami, Jezuitami ani Muzułmanami – to wybierają dla nas rodzice, którzy mają określony system przekonań. Nie rodzimy się ze wstydem dotyczącym naszego ciała, tym, ile pieniędzy to dużo i czy dobrze jest je mieć, nie wierzymy, że jest tam Bóg, zewnętrzny w stosunku do nas, który nas kocha albo nienawidzi i ciągle osądza. Nie rodzimy się także z koniecznością walidacji przed naszymi rodzicami, że jesteśmy wystarczająco dobrzy. Jakim więc cudem te wszystkie historie stają się potem fundamentem tego, jacy rzekomo jesteśmy?
Dzieci są jak rezonujące szkło: odbijają energię emocjonalną, jaka ich otacza. Nie wiedzą, które z tych uczuć są ich własnymi, a jakie należą do obcych. Są świetnymi obserwatorami rodziców i tego, jak się komunikują ze sobą i z otoczeniem. Ich język, zachowanie, reakcje – mimo braku świadomej wiedzy, doskonale czują, czy zachowanie dorosłych jest spójne, czy nie. Ich brak konsekwencji, hipokryzje, niespójności stresują dzieciaki, które odłączają się potem od swojego egzystencjonalnego JA i zaczynają tworzyć inne, wyidealizowane, które je chroni i zapewnia strategie przetrwania. Uczymy się, kiedy rodzice nas akceptują, a kiedy nie i co należy zrobić, by dostać ich uwagę i miłość. To następuje nieświadomie. Choć na samym początku wszystkie dzieci żyją zarówno spontanicznością i naturalnością, po jakimś czasie zaczynają reagować na świat przez pryzmat rodzicielskich strachów („jak się nie będziesz uczył, nic z Ciebie nie będzie”), nadziei („chcę, byś miał lepiej w życiu, niż ja, idź na medycynę”), kontroli („należy się opiekować starszymi”), czy zranień („nie wolno tak mówić do kobiet”). A ponieważ w tym wieku nie ma jeszcze mechanizmów świadomości i niezależnego bezpieczeństwa, dlatego uczymy się być tacy, czego się od nas wymaga; wtedy żyjemy w komforcie i bezpieczeństwie, zmniejszając dyskomfort emocjonalnych kar czy odrzucenia. To strategia przetrwania, która ma swoje konsekwencje. Przestajemy być swoją naturalnością i prawdziwością, tworząc sztuczne osobowości, które zapewniają opartą o strach koneksję z tymi, na których nam zależy. Wtedy jest akceptacja, bezpieczeństwo, uwaga.
Dzieco to mistrz adaptacji. Stają się doskonałą maszyną dostarczającą rodzicom to, czego oni od nich wymagają, nawet w imię swoich własnych potrzeb – to jedna z działających strategii. Inna to późniejsze wycofanie się z dorosłego życia, jeśli najlepiej działało chowanie się pod łóżko, gdy rodzice się kłócili. Jeśli się ciągle buntowali, potem mogą mieć kłopot z oddaniem prowadzenia innym albo produkować konflikty, by czuć, że żyją. Te osobowości stają się potem formą funkcjonowania, a ludzie, już dorośli, nieświadomie reagują na nie, tak jakby były prawdziwe. Odłączają one ich od bycia dzieckiem, tworząc akceptowane przez rodziców, nauczycieli, kolegów, kulturę twory. Te twory mogą przetrwać, ale uzależniają się od tych osobowości. Czas odzyskać swoje prawdziwe JA.
Dziecko, rodząc się, przychodzi na świat z dwoma podstawowymi potrzebami. Związki z bliskimi realizują się przede wszystkim poprzez mamę. Jeśli ta wychowuje je w spokoju, w akceptacji, miłości, dziecko czuje, że jest ok, takie jakie jest i w późniejszych latach wnosi to do swoich relacji z innymi. Jeśli dla odmiany jest odrzucane, matka nie ma dla niego czasu i ignoruje jego potrzeby, dziecko nie czuje się bezpiecznie i tworzy koncept, że coś jest z nim nie tak. Czy rodzice byli dumni z tego, jacy byliśmy? Czy może z tego, co pasowało do ich obrazu nas.. Mój syn musi być najlepszy w szkole.. Moja córka powinna się zachowywać lepiej przy stole.. Czy nagradzają naszą asertywność, czy traktują ją jako brak posłuszeństwa?
Dzieci nie bronią się racjonalizacją czy dojrzałością zrozumienia przed osobowościami rodziców. Biorą rzeczy do siebie i nie wiedzą, że frustracja, niechęć, złość, etc. to tylko uczucia, które są małe w porównaniu do całego konceptu JA. Dopasowujemy się więc do potrzeb, jakie istnieją w domu; jeśli traktują nas jako zbyt słabych, nieutalentowanych w porównaniu do ich standardów, to wtedy dają nam wyzwania; jeśli jesteśmy zbyt pewni siebie, uzdolnieni, szczęśliwi, przycinają skrzydła, że życie jest trudne i itd. Stąd też koncept idealnego JA, które potem broni się jak może, gdy w relacjach, szczególnie tych intymnych, wychodzą nasze prawdziwe uczucia. Ten koncept tworzy potem idealne relacje, które nie istnieją; w ich zamian są za to prawdziwe, które dają możliwość pełnej wolności i akceptacji zarówno jednej, jak i drugiej strony i traktują konflikty jako sposób na nauczenie się czegoś na swój własny temat i rezygnację z podświadomych filtrów i lęków. Dlatego życie albo jest podzielne na takie, jakie chce się mieć i trzeba do tego dążyć i to kontrolować, albo prawdziwe z wszystkim, co się w nim pojawia. Wtedy, cokolwiek się wydarzy, towarzyszy temu Twoje uczucie akceptacji i nienaruszalnej pewności, że wszystko będzie dobrze.

Bo będzie.

czwartek, 18 marca 2010

Brak tytułu, dzisiaj więcej w samym poście.

Ludzie cierpią na różne choroby. Niektóre mają podłoże genetyczne, inne są za chodzenie bez szalika, inne wreszcie powodują swędzenie jak wróci się z Tajlandii po uciechach artystycznych z mieszkankami wyspy. Pewność jest taka, że choroby muszą brać się skądś, mało kto wie że są dużo gorsze choroby niż te najgorsze.

Ludzkość, szczególnie ta wykształcona część, cierpi na paskudną przypadłość pt. Jestem poważny. Co za beznadzieja. Wtedy oni mają tzw. poważne problemy, potrzebne są skomplikowane wielopłaszczyznowe rozwiązania i inne takie pierdoły. I siedzą i dumają i rozmyślają. Chodzą do znanych psychoterapeutów, jedzą znane leki psychotropowe, mają problemy i są tak zadowoleni, gdy mówią "życie to nie bajka". I są dodatkowo żałośni.
Choroba ta zaczyna się objawiać w dzieciństwie, gdy słyszymy od babci albo poważnego wujka, że 6-latkowi "nie wypada" się tak zachowywać. "Nie wypada" jest zresztą podstawowym fundamentem choroby i rozwija się wraz z wiekiem i przyjmowaniem pewnych ról społecznych.
Uczeń nie może rozrabiać, ma siedzieć spokojnie w ławce i patrzeć na nauczyciela, nie rozmawiać z kolegami i nie wrzucać ziemi z kwiatów kumplom za kołnierz.
Nastolatek słuchający Britney Spears to porażka - zostanie obśmiany przez kumpli udających, że dobrze się bawią przy Nirvanie. Disco nie jest trendy, techno też to wstyd, najważniejsze by robić tak jak robi większość, wtedy jest bezpiecznie.
Student, aaach, na każdym kierunku jest inne nie wypada. Na prawie nie wypada chodzić w dresach na uczelnię, tylko w garniturach. Na psychologii straszny błąd popełniają dobrze się bawiąc.

Ja nie lubię chorować. Zdarzyło mi się, cierpiałem na związane z powagą przeintelektualizowanie, co zdarza się też tym co sądzą, że jak mają pewien tytuł to są lepsi od innych. Cięzki symptom to jest powagi.
I potem stałem się dorosły, pojawiła się genialna odpowiedzialność że wszystko zależy ode mnie i jakby co tylko ja mogę coś zrypać, ale równie dobrze ja mogę to naprawić. I część mojej rodziny tłumaczy mi, że skoro jestem prawie prawnikiem, to powinienem pracować jako prawnik, bo przecież to jest poważny, dobrze opłacany zawód. I ponieważ mało kto rozumie czym ja tak do końca się zajmuję, bo ciężko mnie dopasować do jakiejkolwiek typowej kategorii, może po prostu jestem w wielu z nich albo w żadnej. Nie wydawało mi się to nigdy aż tak ważne. Ale mimo to, nie będąc w schemacie, nie jestem poważny.

Mam serdecznego przyjaciela. Spędzając z nim czas mamy wyjątkową zdolność robienia sobie jaj z wszystkiego i wszystkich i ciągłego szukania odpowiedzi na pytanie - jaki jeszcze powód można znaleźć do brechtów. I mam takie filtry, które wrzucają nam śmiechy dzikie w najrózniejszych okolicznościach, najczęściej oczywiście "gdy nie wypada".
Bo społeczeństwo i kultura ma najwięcej "nie wypada". Na przykład w Polsce nie wypada się cieszyć bez powodu i śmiać za dużo, szczególnie w zimie. Nie wypadało kiedyś nie pić, potem nie wypadało nie brać dragów. Wypada być sceptykiem i realistą, a nie wypada optymistą. Wypada być wykształconym na renomowanej uczelni, a nie wypada mieć doktoratu z wyników. Gdybym miał tak żyć, to co dzień bym wymiotował.

Nie słyszałem i nie doświadczyłem, by ktoś kto śmieje się ze swoich problemów uważał, że są one poważne. Nie widziałem, by ludzie stresowali się skacząc jak zające w takt muzyki cyrkowej. Nie widziałem, by chorowali, gdy bez przerwy się śmiali, byli życzliwi i wyluzowani. Wygląda mi na to, że jak się jest nie-poważnym, można się dobrze bawić w życiu. Ciekawe. W tym wszystkim cieszy mnie rzecz jedna - i cieszy mnie najbardziej.

Ta choroba jest uleczalna.

Ten post został oznaczony jako wybitny nadając mu rangę "Approved by Pedobear"







poniedziałek, 8 lutego 2010

Wstęp

Kiedyś każdy miał takie miejsce, gdzie mógł się schować.

Mógł tam uciec z własnymi myślami, mógł tam ukryć sekrety, pozostać w cieniu przed oczami tych, którzy nie mogą ujrzeć niektórych faktów.

Stan idealny.

Gdy jesteśmy władcami swojego otoczenia, my je kształtujemy, tworzymy i niszczymy. Poza nami nikt go nie odnajdzie, nie postawi w nim nogi ani nie naruszy jego delikatnej struktury. Tylko my możemy to robić.

Ale to przeszłość, czyste mrzonki. Tak jak nasze babcie zwykły mówić - "kiedyś to było lepiej", tak i my teraz chcemy... lecz nie możemy. Tłamsimy to w sobie, niczego nie uwydatniając. Pragniemy, lecz inni gaszą to zanim się zdąży rozwinąć.

My, pokolenie obserwowanych. Wiele lat zajęło nam osiągnięcie tego celu, a teraz stało się to naszym gwoździem do trumny, który ktoś z góry właśnie wbija w wieko:

"...tuk..."

"...tuk..."

"...tuk"

Słyszałeś to?

Już stąd nie wyjdziesz.

piątek, 29 stycznia 2010

Gdzieś we mnie ukrywam inny świat. Niedostępny, kuszący, tajemniczy i całkowicie nieznany.

Część niego już umarła i nigdy nie odżyje.

Ślepcze, głupcze!

Możesz go nigdy już nie ujrzeć!

Może dla ciebie jest za daleko, może nie stać cię na to by do niego dotrzeć

Pożądaj go, dociekaj, złap go dopóki istnieje.

Kochaj go, gdy już zniknie.