Istnieje tylko tu i teraz.
zabralem sobie z przeszlosci jedna z potrzeb, jaka mialem. teraz nie chce miec potrzeb. zabralem sobie myslenie o przeszlosci i przyszlosci. zabralem polaczenie ze zludnym poczuciem bezpieczenstwa, ze rzeczy pojda po mojej mysli. jaki bylby sens zycia, gdy szly po mysli.. dlatego nie ma juz mysli.
zyje. nie robie, tylko akceptuje przemijanie. nie kaze nic i nie zmuszam. odpuszczam wszystko, co byloby przywiazaniem. w tu i teraz nie ma bolu, nie ma straty, nie ma krzywdy, jest jedynie akceptacja i wyjatkowosc. jest placz ze szczescia i jest zrozumienia. jest wszystko. jest prawda.
siedzialem w wannie i patrzylem. i widzialem swiat i go dotykalem. wszystkie zmysly polaczyly sie w jeden. wszystko sie zatrzymalo i nie istnialo poza jednym momentem. medytowalem, gdy sie wystraszylem. wzialem swoj lek i go przezywalem. to nie lek nas boli, ale to, ze go nie akceptujemy. gdy zaczynasz akceptowac, nie ma leku, bo nie moze istniec cos, co nie jest egzystencjonalne. lek to brak akceptacji. nie istnieje, gdy jest akceptacja. tyle inwestycji w lek - w cos, czego w ogole nie ma..
akceptacja istnieje. jesli zaczniesz akceptowac, przestaniesz sie bac. nie bedziesz nawet myslal tak jak myslales - boisz sie? ale czego? nie chodzi w ogole o to, ze mozna sie bac czegos.. chodzi o to, ze leku nie ma. ze akceptujesz zycie i nieprzewidywalnosc. ze odlaczasz sie od kazdej z potrzeb i kazdego z musow. wystarczy, ze akceptujesz. to nie bylo proste.. ale staje sie coraz bardziej oczywiste. to jedyna droga.
zabralem sobie z przeszlosci jedna z potrzeb, jaka mialem. teraz nie chce miec potrzeb. zabralem sobie myslenie o przeszlosci i przyszlosci. zabralem polaczenie ze zludnym poczuciem bezpieczenstwa, ze rzeczy pojda po mojej mysli. jaki bylby sens zycia, gdy szly po mysli.. dlatego nie ma juz mysli.
zyje. nie robie, tylko akceptuje przemijanie. nie kaze nic i nie zmuszam. odpuszczam wszystko, co byloby przywiazaniem. w tu i teraz nie ma bolu, nie ma straty, nie ma krzywdy, jest jedynie akceptacja i wyjatkowosc. jest placz ze szczescia i jest zrozumienia. jest wszystko. jest prawda.
siedzialem w wannie i patrzylem. i widzialem swiat i go dotykalem. wszystkie zmysly polaczyly sie w jeden. wszystko sie zatrzymalo i nie istnialo poza jednym momentem. medytowalem, gdy sie wystraszylem. wzialem swoj lek i go przezywalem. to nie lek nas boli, ale to, ze go nie akceptujemy. gdy zaczynasz akceptowac, nie ma leku, bo nie moze istniec cos, co nie jest egzystencjonalne. lek to brak akceptacji. nie istnieje, gdy jest akceptacja. tyle inwestycji w lek - w cos, czego w ogole nie ma..
akceptacja istnieje. jesli zaczniesz akceptowac, przestaniesz sie bac. nie bedziesz nawet myslal tak jak myslales - boisz sie? ale czego? nie chodzi w ogole o to, ze mozna sie bac czegos.. chodzi o to, ze leku nie ma. ze akceptujesz zycie i nieprzewidywalnosc. ze odlaczasz sie od kazdej z potrzeb i kazdego z musow. wystarczy, ze akceptujesz. to nie bylo proste.. ale staje sie coraz bardziej oczywiste. to jedyna droga.