poniedziałek, 22 czerwca 2009

Nauki

Edukacja moja zakończona, wnioski wyciągnięte.

Miłości nie ma, jest przywiązanie
Przyjaźni nie ma, jest zaufanie
Dobra nie ma, jest naiwność
Wiary nie ma, jest iluzja
Nadziei nie ma, jest głupota
Pieniędzy się nie szanuje, pieniądze się oszczędza
Dzieci to nie skarb, dzieci to kłopot
Rodzice to nie opiekunowie, rodzice to gestapo
Szkoła to nie wiedza, szkoła to więzienie

Żyję w świecie, gdzie pokój to brak wojny, szacunek to brak nienawiści, oddanie to brak dystansu, a pomoc drugiemu człowiekowi to nie wchodzenie mu w drogę.

I każdy mówi, że sami sobie kształtujemy taki świat. Ale w końcu jesteśmy dobrymi ludźmi.

sobota, 20 czerwca 2009

Analfabet - część II

Niestety, fundacja "Dupa i lodzik bez granic" ograniczyła nam fundusze badawcze i musimy się streszczać z 2 częścią analfabetu - dzisiaj artykuł sponsorowany przez prywatnych inwestorów.

Nie wszyscy wiedzą, że anal to sentencja zapożyczona z języka staromurzyńskiego - Jakob Grimm, znany na całym świecie językoznawca podaje, że oznacza to "Małe, ciasne, ale własne" W historii staromurzyńskiej anal był postrzegany jako cielesny odpowiednik domu, ogniska rodzinnego i bezpieczeństwa. W dzisiejszej kulturze zapomniano o tych światłych poglądach, a skupiono się na innych procesach.

Także buddyjskie czakramy podają podobne znaczenie tego uroczego miejsca - dolny czakram człowieka jest uznawany jako źródło spokoju, ciszy i przyjemności. Mnisi w małej wiosce w górach tybetu opanowali nawet technikę analomedytacji - mruczenie i telepanie dupy. Podobno daje wielką energię witalną, a na pokazach zarabiają 2 dolary za godzinę.

W kulturze europejskiej niestety zapomniano o tych wpływach z południa i wschodu, a zbudowano własne, mylne spostrzeżenia. Na szczęście parlament europejski pracuje nad nowelizacjami na temat seksu odtylnego i już niedługo na ślubnym kobiercu, kapłan zamiast słów "możesz pocałować pannę młodą" będzie używał sformułowania "możesz zapiąć pannę młodą w smerfne oczko".

Dzisiejszy odcinek Analfabetu sponsorowały literki z, ł oraz o. Dziękujemy za wsparcie.

Letnia depresja

Przy każdej zmianie pór roku, gdy słońce spierdala albo jest bliżej, mamy do czynienia z depresjami sezonowymi. Jest to trudne zjawisko, naukowcy spierają się, czy ma to coś wspólnego ze słońcem, fazami księżyca, przypływami czy też wzrostem akcyzy na papierosy.

Jak większość z nas wie, zbliża się lato - a wraz z nim Letnia Depresja! Notuje się, że letnią depresję ma ok 2% mieszkańców całego globu, jest to zjawisko niezwykle rzadkie - ma to związek z gęstością ubioru. Uczeni z uniwersytetu Miskatonic dowiedli, iż czynnik stresogenny jest niwelowany przez pozbycie się zbędnej warstwy odzieżowej, szczególnie przez kobiety. Jeśli jesteś kobietą i chcesz uratować wielu mężczyzn przed letnim dołkiem - rozbierz się! (nie tylko latem)

Jednak, jeśli już dopadła cię letnia depresja i jesteś w kropce - redakcja bloga przygotowała 3 niezawodne sposoby na jej zwalczenie. Oto one:

1. Alkohol. Wiele mediów podaje, że alkohol podczas złego samopoczucia jest tylko odwleczeniem problemów, uniknięciem konfrontacji i takimi tam. Otóż - jest to błąd. W laboratoriach NASA przeprowadzono wiele doświadczeń (m. in. w wyniku doświadczeń z alkoholem wymyślili Apollo 13) i rezultaty są proste - alkohol odpręża, pozwala na uporządkowanie myśli, w niewielkich ilościach działa nie tyle kojąco - co zbawiennie! Głośne krzyki mediów są napędzane przez stowarzyszenia katolickie mające na celu odebranie alkoholu ciężko pracującym i strudzonym obywatelom.

Jednakże, gdy po terapii środkiem nr 1. depresja w dalszym ciągu nie ustępuje, możemy zastosować rozwiązanie alternatywne:

2. Alkohol. Regularne i umiarkowane spożycie alkoholu niskoprocentowego działa na ośrodek nerwowy, stymuluje go oraz wspomaga aktywność psychofizyczną. Odnotowano, że najbardziej efektywne stosowanie tego środka następuje w kręgu bliskich nam osób, które rozumieją nasz stan oraz wspierają nas w walce z depresją. Częste spotkania i dyskusja pomagają nam w tych chwilach zaniżonej samooceny, wprawiają nas w dobry nastrój i przyczyniają się do zachowania właściwego Ph w ustach.

Poprzednie sposoby działają w 80% przypadków chorych na depressa æstas. Jednak istnieje też trzeci - środek pomocnicy. Zaleca się go stosować w celu wspomagającym.

3. Alkohol. Czynniki stresogenne pojawiają się najczęściej w pracy, szkole i w domu. By się od nich uwolnić, trzeba zastosować prostą internetową terapię 3 kroków WWW - Wyjdź, Wypij, Wróć. Część badaczy twierdzi, że ta metoda to ucieczka od tych czynników - lecz i tu się mylą. To po prostu nieinwazyjna metoda niwelacji trudnego środowiska psychicznego. W chwilach gdy czujemy, że stres zbliża się do niebezpiecznej granicy ZZZ (Znajdę, Zniszczę, Zapierdolę), powinniśmy niezwłocznie zastosować WWW. Pomocny jest tu kalendarzyk antystresowy - zapisujemy dokładną godzinę i datę zastosowania metody. Po miesiącu zauważymy niezwykłą porprawę - stres ograniczy się od 50 do 80%. Badani twierdzą, że WWW uratowało ich życie osobiste - w kontaktach z ludźmi są teraz bardziej dostępni, przyjaźnie nastawieni i mniej wymagający.

Artykuł opublikowany dzięki datkom na fundusz walki z depresją - wpłaty lub datki litrowe prosimy przysyłać na adres podany w stopce.

sobota, 13 czerwca 2009

Analfabet - część I

Seks analny to w naszym społeczeństwie temat tabu. Nikt nic nie wie, nikt nie robi, nikt nie widział. Przełamię stereotyp seksu analnego jako tajemnicy państwowej.

Najpierw trochę historii - seks analny był bardzo popularny już w czasach starożytnej Grecji - stąd nazwa "Miłość grecka", jako stymulacja okolic dupnych. Niestety, greków zabili Rzymianie i od tamtej pory, od tyłu znaczyło głównie na pieska.

Rzymianie bowiem nie lubili anala. Jako kraj, który dość wcześnie przyjął religię chrześcijańską - głęboko twierdzili, że seks analny to grzech, gdyż jest za blisko krzyża, co pozostało do dzisiaj. Nie mówią tego otwarcie, ale to jest jedyne logiczne wytlumaczenie, jakie zna ludzkość.

Rzymian (prawie) zabili mieszkańcy bliższego oraz troszkę daleszego wschodu. W Islamie mamy jasno powiedziane: Przeklęty jest ten, który zbliża się do swej żony przez odbytnicę. Słowa Mahometa można dowolnie interpretować, lecz ogólnikowy sens pozostaje jasny - dupa śmierdzi kupą, a co śmierdzi to nie tykać.

No i właśnie. Dupa śmierdzi kupą - jest to podstawowy argument przeciwników "grotołażenia". To, ze kupa śmierdzi, jest oczywiste, ale od razu dupa? No proszę - okazuje się, że nie do końca! Obecność miejsca, gdzie jedzenie traci swe walory smakowe i estetyczne nie jest wbrew pozorom niehigieniczne! Wystarczy poświęcić odrobinę czasu na pielęgnacji "zatyla" i proszę - można podawać na złotych półmiskach.

Część II wkrótce!

Każdy może być cyrkowcem :)

Jak byłem mały, uwielbiałem oglądać w telewizji występy cyrkowców. Takich co skaczą, machają jakimiś pałkami i robią zabawne salta. Najbardziej zachwycało mnie chodzenie po linie, kilka metrów nad ziemią. Oczywiście w telewizji była to niesamowita wysokość - "Mamo, patrz jak oni są wysoko!". Uwielbiałem ten dreszczyk emocji, jak na środku liny cyrkowiec lekko się pochylał, by dodać swojemu pokazowi odrobiny dramatyzmu. Za każdym razem wiedziałem, że nie spadnie, ale obawy pozostawały.

O, "Ekwilibryści" - tak się nazywali. W moim ówczesnym języku brzmiało to jako "efilimiści", czy coś takiego...

Dyrektor cyrku wychodzi na arenę, główne światło skierowane jest na jego twarz. Trochę mruży oczy rozglądając się za ochotnikiem po sali...
Zapraszamy na show z ludźmi chodzącymi po linie! Niezwykłe emocje! Pasja, niepewność, ryzyko, igraszki z samym Bogiem! Dzisiaj zaryzykuje... ten pan!

Nie ukrywajmy - każdy z nas jest cyrkowcem, który w pewnym momencie życia wchodzi na linę. Widzimy ją już za młodu, ale boimy się wejść. Potem chcemy to zrobić, ale nie umiemy. Aż w końcu, wchodzimy po tej wysokiej drabince i przed oczami setek ludzi prezentujemy swój popisowy numer. Wchodzimy, idziemy. Niby proste - czemu nie zrobiłem tego wcześniej? Było tak jak ze wszystkim. Najpierw strasznie, potem niepewnie, może trochę się zachwialiśmy, a na końcu stwierdzamy jedno.... żal

Żałujemy wielu rzeczy. Czasem to, że w ogóle weszliśmy na linę, czasem zejście z liny, trochę częściej to, że nie weszliśmy na linę kilka lat temu, bo teraz pewnie bylibyśmy znanymi cyrkowcami. Teraz na cyrkowanie jest za późno. Nie cieszymy się z tego, że byliśmy na górze, chodziliśmy i ryzykowaliśmy - zawsze jest coś nie po naszej myśli. Złemu tańcerzowi prącie w tańcu mrowi.

Ale warto to zrobić. Dla samych owacji. Czasem dyrektor "Cyrku co się życiem nazywa" zmienia nam liny i każe wchodzić ponownie. Raz daje postrzępioną i cieniutką miłość, grubą karierową, przyjemną przyjacielską lub śliską pieniężną.

Czy wejdziesz na swoją, jak cię dyrektor zawoła?

Ps. Raz naprawdę byłem w cyrku - miałem 4 lata i zasnąłem w połowie :(