Kiedyś każdy miał takie miejsce, gdzie mógł się schować.
Mógł tam uciec z własnymi myślami, mógł tam ukryć sekrety, pozostać w cieniu przed oczami tych, którzy nie mogą ujrzeć niektórych faktów.
Stan idealny.
Gdy jesteśmy władcami swojego otoczenia, my je kształtujemy, tworzymy i niszczymy. Poza nami nikt go nie odnajdzie, nie postawi w nim nogi ani nie naruszy jego delikatnej struktury. Tylko my możemy to robić.
Ale to przeszłość, czyste mrzonki. Tak jak nasze babcie zwykły mówić - "kiedyś to było lepiej", tak i my teraz chcemy... lecz nie możemy. Tłamsimy to w sobie, niczego nie uwydatniając. Pragniemy, lecz inni gaszą to zanim się zdąży rozwinąć.
My, pokolenie obserwowanych. Wiele lat zajęło nam osiągnięcie tego celu, a teraz stało się to naszym gwoździem do trumny, który ktoś z góry właśnie wbija w wieko:
"...tuk..."
"...tuk..."
"...tuk"
Słyszałeś to?
Już stąd nie wyjdziesz.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz