Wyjść tuż przed zimowym zmierzchem z domu (zima), cieplutko ubranym, słuchawki w uszach a ze słuchawek jakiś dobry kawałek - ewentualnie niczego nie słuchamy i lekko uśmiechamy się do siebie, słuchając własnych, spokojnych myśli - To nasza ostatnia noc, mamy wyjebane na ludzkość i własne/cudze troski. Dźwigamy plecak, a w nim dwie żołądkowe czyste (lub co innego z prądem), nakurwiamy do najbliższej budki z kebabem i zamawiamy dwa na wynos (grube ciasto, sos mieszany i ewentualnie przepłacamy za colę 0.5l) . ładujemy nasz cieplutki nabytek do plecaka... jest już ciemno, ciemnica, że chuj widać pomimo wszechobecnej, grubej, białej warstwy śniegu i światła jakie się od niego odbija. Zmierzamy do najbliższego lasu, wchodzimy doń bardzo głęboko, najdalej jak się tylko da. Wpierdalamy się w jakąś chuj-wie-gdzie kępę gęsto porośniętych iglaków/innych drzew, by mieć pewność, że nikt nas nie znajdzie do końca zimy. Tu jest już zajebiście, szukamy wygodnego dla nas miejsca (chuj, że śnieg, przecież i tak zdychamy tej nocy), zaczynamy wypakowywać nasz plecak, a jak ktoś lubi mieć ciepło i sucho w dupę, siada na swoim wypakowanym 'worku'. Zaczynamy degustację, zimnych już kebsów, popijając z przerwami zimniejszą colą. Międzyczasie robi się ciekawiej, bo znudziło się nam siedzenie i postanowiliśmy się pół-pierdolnąć na białym puchu. Otwieramy naszą czystą i tankujemy z butelki, na początku po troszku, a w miarę ubywania kebabów i coli coraz raźniej i większymi haustami. jeśli będzie za mało na twardy łeb (no kurwa, rzeczywiście), napoczynamy drugą. Jeśli słuchasz swojego, ulubionego kawałka-przy-którym-chcesz-zdechnąć, dajesz na maksymalną głośność. Czekasz... Wóda rozgrzewa, lecz z czasem zaczyna ci się robić chłodno i chłodniej, jest nieprzyjemnie... Ruszasz nogami, to taki jebany odruch, bo podświadomie nie chcesz zdychać... Mróz nakurwia cię w policzki... Aż nagle, pojawia się to zajebiste uczucie ciepła, rozlewającego sie powoli od stóp do samej głowy, jest ci zajebiście błogo, ulubiony kawałek nucisz sobie w myślach, znasz go na pamięć i ciągle zapętlasz. Myślisz sobie: "Ciekawe kiedy pierdolnie bateria? Chuj z tym i tak już będę bardzo martwy. Jest już późno w nocy, a ty masz wyjebane na wszystko, bo dzisiaj zdychasz. Ciepło w końcu znajduje sobie towarzysza w postaci senności, wiesz o tym i wiesz również, iż nie powinieneś zasnąć, a mimo wszystko z chęcią byś to uczynił, jeszcze walczysz, lecz po kiego? Mrok ustępuje migotliwemu światłu, wpierw małemu a z czasem coraz większemu, przyjemnie jasnemu, przed tobą pojawia ci się znana sytuacja z twoich wczesnych lat młodości: jakiś gówniarz mówi, że jesteś głupi, bez zastanowienia nakurwiasz go grabkami, ryczy, a ty boisz się opierdolu od jego rodziców. Późniejsze sceny ukazują inne etapy z twojego życia. W tle dalej leci twój ulubiony, zapętlający się kawałek. Gdzieś dostrzegasz swoją matkę jakieś dwadzieścia lat temu, robi coś w kuchni a ty zawsze ciekawy świata, pytasz cóż takiego wyczynia. Uśmiecha się i odpowiada, że szarlotkę. Cieszysz się, jako mały dzieciak i obserwator całej tej sytuacji. Przed twoimi oczami pojawiają się inne sceny, nie wszystkie tak radosne albo i przykre. Tudzież pierwszy komputer i gra w jaką nakurwiałeś z zapałem. Pogaduchy z koleżkami z podstawówki o tejże właśnie grze, bugach jakie widziałeś i rysunkach jakie odpierdoliłeś inspirując się tym cudeńkiem i fantazjując jak ukończyłbyś tą grę. Za chwile pojawia się pierwsza kobieta, która zdobyła twoje serce, dalej liceum, lekcje i przerw, pierwszy raz z dziewczyną, która odwzajemnia twoje uczucia. Okres studiów i dzikich popijaw, dni na kacu, egzaminów, poprawek, zarytych nocy przy książkach... Obraz trwa, jednak z czasem robi się coraz mniej wyraźny, bo jaśniejszy. Jakaś nieprzyjemnie lodowata szrama pojawiła się na twoim policzku, chwilę później na drugim. Jesteś świadom, że za chwilę nastąpi koniec tej męczarni, komedii zwanej życiem. Zaznasz tak długo poszukiwanej ulgi. Znów zapadasz we własny "last life trip". A obraz miast jaśnieć, ciemnieje. Koniec? Nie... Czujesz bowiem łomoty swojego serca i słyszysz tą dziwnie znajomą muzykę, lecz nie możesz sobie jej przypomnieć - nie dbasz o to. Wszędzie jest ta ciemność... Wydajesz z siebie ostatni, lekki dech, umierasz.
W środku nocy zaczyna leniwie padać gęsty śnieg. Przykrywa twoją twarz, ręce i nogi, lecz palce u pięt (w zimowych butach) wystają ponad ta białą taflę... Gdzieś w oddali słychać ‘kraczenie’ gawronów, kruków i wron, powiał lekki wiatr--
sobota, 26 listopada 2011
niedziela, 25 września 2011
referacik
Działalność i działanie, dwa słowa, nic więcej. Ich natury różnią się od siebie całkowicie - pozornie te same słowa, pozornie te same czynności.
Działanie jest wtedy, gdy sytuacja tego wymaga - istnieje popyt, ty zapewniasz podaż. Działalność to coś, na co aktualna sytuacja nie ma wpływu, nie jest odpowiedzią ani rozwiązaniem problemu. Człowiek jest tak bardzo napięty wewnętrznie, że każda nadarzająca się sytuacja jest pretekstem, by coś zrobić, ucieczką od tego by nie robić nic.
Działanie jest efektem spokoju, działalność wynika ze strachu. Działanie ma znaczenie, działalność nie ma żadnego celu. Działanie następuje spontanicznie, działalność to echo przeszłości. Nie jest odpowiedzą na teraźniejszość, jest przenoszeniem dawnego niepokoju na chwilę obecną. Działanie jest wynikiem kreatywności, działalność to uzależnienie od starych nawyków. Działalność niszczy ciebie, niszczy innych.
Ludzie ciągle coś mówią i nie dopuszczają innych do słowa. Mówienie jest podobne do palenia. Ludzie mówią przez 24 godziny na dobę bez przerwy. Gdy zmęczą się w ciągu dnia, ciało idzie spać, jednak monolog trwa. Całą dobę, na okrągło - gadanie, paplanina, bełkot. Szczęka potrzebuje ruchu, to uwarunkowanie genetyczne - dziecko rodzi się, zaczyna ssać pierś matki, ciepłe mleko wlewa mu się do buzi. Palisz papierosa, wciągasz ciepły dymek, papieros jest substytutem brodawki. Otwierasz usta by się odezwać, szukasz w słowach piersi matki, twojej alma mater.
Gadanie jest bardziej niebezpieczne, bo nie zatruwa ciała, zatruwa umysły.
Ludzie nie potrafią milczeć przez dłuższy okres czasu. Boją się, że milczenie sprawi, że zaczną mówić do siebie i trafią do wariatkowa, bo istnienie innych ludzi zacznie być obojętne. Człowiek będzie mówił sam do siebie i nie tylko to - będzie odpowiadać na własne pytania, stanie się samowystarczalny, nie będzie potrzebował nikogo i niczego.
Człowiek obłąkany to taki, którego cały świat zawiera się wyłącznie w nim samym. On przemawia i jednocześnie słucha, jest aktorem i widzem - jest wszystkim. Cały świat ogranicza się wyłącznie do niego. Porozdzielał samego siebie na wiele części, wszystko stało się fragmentaryczne. Dlatego właśnie ludzie źle się czują w ciszy - wiedzą, że mogą pęknąć. A jeśli boisz się ciszy, oznacza to, że masz obsesyjny, rozgorączkowany, chory umysł, który musi być ciągle czymś zajęty.
Działalność to nic więcej jak ucieczka od własnej istoty. Istnieje się w działaniu, w działalności kryje się tylko ucieczka. Zamiast drogich leków, wymyślnych terapii, można się pogrążyć w działalności - zapomnieć o sobie, odrzucić obawy, zatrzeć lęki. Nieustanne zajęcie, robienie tego czy tamtego to nasz darmowy psycholog. Stan "nicnierobienia" to nasza choroba cywilizacyjna.
Działanie jest dobre, działalność jest chora. Spróbuj odnaleźć tę różnicę w sobie - co jest twoją działalnością, a co działaniem? To pierwszy krok. Drugi krok polega na tym, żeby zaangażować się mocniej w działanie, tak by w tym kierunku przepłynęła twoja energia. Kiedy masz do czynienia z działalnością - obserwuj ją uważniej. Kiedy będziesz jej świadomy - ona zniknie. Zachowa się energia i będzie mogła być wykorzystywana do podejmowanych przez ciebie działań.
Porzucaj swoją działalność systematycznie, krok po kroku. Ale jak ją porzucić? Przecież odrzucanie to też obsesja, tak jak u mnichów w klasztorach - porzucanie działalności przeradza się w obsesję. Ciągle dokładają starań, by ją odrzucić, i to znów przemienia się w działalność. Nie uniknie się jej w taki sposób - wejdzie tylnymi drzwiami.
Bądź świadomy, odkryj czym różni się działalność od działania. Kiedy zostaniesz owładnięty działalnością, kiedy omami cię jak duch - to jest prawdziwy duch przeszłości. Kiedy zawładnie tobą, a ty będziesz rozgorączkowany, stań się uważny. To jedyne co możesz robić.
Obserwuj.
Działanie jest wtedy, gdy sytuacja tego wymaga - istnieje popyt, ty zapewniasz podaż. Działalność to coś, na co aktualna sytuacja nie ma wpływu, nie jest odpowiedzią ani rozwiązaniem problemu. Człowiek jest tak bardzo napięty wewnętrznie, że każda nadarzająca się sytuacja jest pretekstem, by coś zrobić, ucieczką od tego by nie robić nic.
Działanie jest efektem spokoju, działalność wynika ze strachu. Działanie ma znaczenie, działalność nie ma żadnego celu. Działanie następuje spontanicznie, działalność to echo przeszłości. Nie jest odpowiedzą na teraźniejszość, jest przenoszeniem dawnego niepokoju na chwilę obecną. Działanie jest wynikiem kreatywności, działalność to uzależnienie od starych nawyków. Działalność niszczy ciebie, niszczy innych.
Ludzie ciągle coś mówią i nie dopuszczają innych do słowa. Mówienie jest podobne do palenia. Ludzie mówią przez 24 godziny na dobę bez przerwy. Gdy zmęczą się w ciągu dnia, ciało idzie spać, jednak monolog trwa. Całą dobę, na okrągło - gadanie, paplanina, bełkot. Szczęka potrzebuje ruchu, to uwarunkowanie genetyczne - dziecko rodzi się, zaczyna ssać pierś matki, ciepłe mleko wlewa mu się do buzi. Palisz papierosa, wciągasz ciepły dymek, papieros jest substytutem brodawki. Otwierasz usta by się odezwać, szukasz w słowach piersi matki, twojej alma mater.
Gadanie jest bardziej niebezpieczne, bo nie zatruwa ciała, zatruwa umysły.
Ludzie nie potrafią milczeć przez dłuższy okres czasu. Boją się, że milczenie sprawi, że zaczną mówić do siebie i trafią do wariatkowa, bo istnienie innych ludzi zacznie być obojętne. Człowiek będzie mówił sam do siebie i nie tylko to - będzie odpowiadać na własne pytania, stanie się samowystarczalny, nie będzie potrzebował nikogo i niczego.
Człowiek obłąkany to taki, którego cały świat zawiera się wyłącznie w nim samym. On przemawia i jednocześnie słucha, jest aktorem i widzem - jest wszystkim. Cały świat ogranicza się wyłącznie do niego. Porozdzielał samego siebie na wiele części, wszystko stało się fragmentaryczne. Dlatego właśnie ludzie źle się czują w ciszy - wiedzą, że mogą pęknąć. A jeśli boisz się ciszy, oznacza to, że masz obsesyjny, rozgorączkowany, chory umysł, który musi być ciągle czymś zajęty.
Działalność to nic więcej jak ucieczka od własnej istoty. Istnieje się w działaniu, w działalności kryje się tylko ucieczka. Zamiast drogich leków, wymyślnych terapii, można się pogrążyć w działalności - zapomnieć o sobie, odrzucić obawy, zatrzeć lęki. Nieustanne zajęcie, robienie tego czy tamtego to nasz darmowy psycholog. Stan "nicnierobienia" to nasza choroba cywilizacyjna.
Działanie jest dobre, działalność jest chora. Spróbuj odnaleźć tę różnicę w sobie - co jest twoją działalnością, a co działaniem? To pierwszy krok. Drugi krok polega na tym, żeby zaangażować się mocniej w działanie, tak by w tym kierunku przepłynęła twoja energia. Kiedy masz do czynienia z działalnością - obserwuj ją uważniej. Kiedy będziesz jej świadomy - ona zniknie. Zachowa się energia i będzie mogła być wykorzystywana do podejmowanych przez ciebie działań.
Porzucaj swoją działalność systematycznie, krok po kroku. Ale jak ją porzucić? Przecież odrzucanie to też obsesja, tak jak u mnichów w klasztorach - porzucanie działalności przeradza się w obsesję. Ciągle dokładają starań, by ją odrzucić, i to znów przemienia się w działalność. Nie uniknie się jej w taki sposób - wejdzie tylnymi drzwiami.
Bądź świadomy, odkryj czym różni się działalność od działania. Kiedy zostaniesz owładnięty działalnością, kiedy omami cię jak duch - to jest prawdziwy duch przeszłości. Kiedy zawładnie tobą, a ty będziesz rozgorączkowany, stań się uważny. To jedyne co możesz robić.
Obserwuj.
niedziela, 10 kwietnia 2011
Najglosniejszy jest niemy krzyk.
Najbardziej bolesne poznanie swego przeznaczenia.
Najwieksza ulga zrozumienie.
Najwiekszym cierpieniem prawdziwa milosc.
Najszlachetniejszy jest wyraz serca.
Najpiekniejszy jest oddech czlowieka.
Najdoskonalsze jest stworzenie Pana.
Najslodsze sa slowa milosci.
Jest zawsze trzecia droga.
Wiara w przyszlosc i pewnosc stworzenia i dostepu do tych wszystkich ludzkich rzeczy, ktore stracily znaczenie. To akceptacja i wiara.
Jestem gotowy.
Jestem bezpieczny.
Jestem pewny.
Jestem przekonany.
Bo uwierzylem.
Bo doswiadczylem poczatku.
Bo teraz moze byc jedynie trudniej, co jest tak latwe. Bo to nie ma zadnego znaczenia.
Brak informacji jest rozkosza, a jej dostanie przyjemnoscia.
Jest tak rozkosznie.
Zawsze po cierpieniu przychodzi spokoj.
Jest wszechogarniajacy.
Jest wszechmocny.
Jest błogi.
Wypelnia mnie calego.
Mowi do mnie i mnie obejmuje.
Czuje ze jest dla mnie partnerem i przyszedl, bo teraz sie od niego nie uzaleznie.
Jestem gotowy.
Te wszystkie drogi prowadzily az tutaj.
Zawsze moge wybrac.
I naprawic.
Jestem glodny.
To ludzkie.
Jedyna droga zblizenia sie do ludzi jest stanie sie jednym z nich.
Dlatego nim jestem.
Poznalem piekno poranka.
Slonca.
Jazdy szeroka ulica i ujarzmialnej mocy, jaka drzemie w silniku.
Smak jedzenia.
Ostrosc przyprawy.
Zmeczenie sprzedawcy.
Popis mezczyzny.
Poznaje wlasnie swiat.
Najbardziej bolesne poznanie swego przeznaczenia.
Najwieksza ulga zrozumienie.
Najwiekszym cierpieniem prawdziwa milosc.
Najszlachetniejszy jest wyraz serca.
Najpiekniejszy jest oddech czlowieka.
Najdoskonalsze jest stworzenie Pana.
Najslodsze sa slowa milosci.
Jest zawsze trzecia droga.
Wiara w przyszlosc i pewnosc stworzenia i dostepu do tych wszystkich ludzkich rzeczy, ktore stracily znaczenie. To akceptacja i wiara.
Jestem gotowy.
Jestem bezpieczny.
Jestem pewny.
Jestem przekonany.
Bo uwierzylem.
Bo doswiadczylem poczatku.
Bo teraz moze byc jedynie trudniej, co jest tak latwe. Bo to nie ma zadnego znaczenia.
Brak informacji jest rozkosza, a jej dostanie przyjemnoscia.
Jest tak rozkosznie.
Zawsze po cierpieniu przychodzi spokoj.
Jest wszechogarniajacy.
Jest wszechmocny.
Jest błogi.
Wypelnia mnie calego.
Mowi do mnie i mnie obejmuje.
Czuje ze jest dla mnie partnerem i przyszedl, bo teraz sie od niego nie uzaleznie.
Jestem gotowy.
Te wszystkie drogi prowadzily az tutaj.
Zawsze moge wybrac.
I naprawic.
Jestem glodny.
To ludzkie.
Jedyna droga zblizenia sie do ludzi jest stanie sie jednym z nich.
Dlatego nim jestem.
Poznalem piekno poranka.
Slonca.
Jazdy szeroka ulica i ujarzmialnej mocy, jaka drzemie w silniku.
Smak jedzenia.
Ostrosc przyprawy.
Zmeczenie sprzedawcy.
Popis mezczyzny.
Poznaje wlasnie swiat.
sobota, 29 stycznia 2011
Freedom
1 maja 1977 w Sali Buddy Gaudamy, Puna, Indie
Ogarnięci iluzją pragną rozkoszy pocałunku,
Twierdząc, że jest ona ostatecznie rzeczywista -
Niczym mężczyzna, który opuszcza swój dom
I stojąc w drzwiach
Prosi kobietę, żeby powiedziała mu o zmysłowych rozkoszach.
Pobudzenie sił życiowych w domu nicości
Sztucznie wywołało najróżrodniejsze przyjemności.
Tacy jogini z nieszczęscia tracą przytomność,
Gdyż spadli
Z niebiańskiej przestrzeni, podstępnie nakłonieni
Do występku.
Jak bramin, który z ryżu i masła
Składa ofiarę w gorejącym ogniu,
Z przestrzeni nieba tworząc naczynie na nektar,
W swych pobożnych życzeniach uważa ją za
Ostateczną.
Niektórzy spośród tych, co wzniecili wewnętrzny żar
I wznieśli go do ciemiączka,
Uderzają językiem w języczek jakby podczas stosunku
I mylą to, co krępuje z tym, co wyzwala,
Z dumą będą nazywali siebie joginami.
Ogarnięci iluzją pragną rozkoszy pocałunku,
Twierdząc, że jest ona ostatecznie rzeczywista -
Niczym mężczyzna, który opuszcza swój dom
I stojąc w drzwiach
Prosi kobietę, żeby powiedziała mu o zmysłowych rozkoszach.
Pobudzenie sił życiowych w domu nicości
Sztucznie wywołało najróżrodniejsze przyjemności.
Tacy jogini z nieszczęscia tracą przytomność,
Gdyż spadli
Z niebiańskiej przestrzeni, podstępnie nakłonieni
Do występku.
Jak bramin, który z ryżu i masła
Składa ofiarę w gorejącym ogniu,
Z przestrzeni nieba tworząc naczynie na nektar,
W swych pobożnych życzeniach uważa ją za
Ostateczną.
Niektórzy spośród tych, co wzniecili wewnętrzny żar
I wznieśli go do ciemiączka,
Uderzają językiem w języczek jakby podczas stosunku
I mylą to, co krępuje z tym, co wyzwala,
Z dumą będą nazywali siebie joginami.
piątek, 12 listopada 2010
dupadupa
Istnieje tylko tu i teraz.
zabralem sobie z przeszlosci jedna z potrzeb, jaka mialem. teraz nie chce miec potrzeb. zabralem sobie myslenie o przeszlosci i przyszlosci. zabralem polaczenie ze zludnym poczuciem bezpieczenstwa, ze rzeczy pojda po mojej mysli. jaki bylby sens zycia, gdy szly po mysli.. dlatego nie ma juz mysli.
zyje. nie robie, tylko akceptuje przemijanie. nie kaze nic i nie zmuszam. odpuszczam wszystko, co byloby przywiazaniem. w tu i teraz nie ma bolu, nie ma straty, nie ma krzywdy, jest jedynie akceptacja i wyjatkowosc. jest placz ze szczescia i jest zrozumienia. jest wszystko. jest prawda.
siedzialem w wannie i patrzylem. i widzialem swiat i go dotykalem. wszystkie zmysly polaczyly sie w jeden. wszystko sie zatrzymalo i nie istnialo poza jednym momentem. medytowalem, gdy sie wystraszylem. wzialem swoj lek i go przezywalem. to nie lek nas boli, ale to, ze go nie akceptujemy. gdy zaczynasz akceptowac, nie ma leku, bo nie moze istniec cos, co nie jest egzystencjonalne. lek to brak akceptacji. nie istnieje, gdy jest akceptacja. tyle inwestycji w lek - w cos, czego w ogole nie ma..
akceptacja istnieje. jesli zaczniesz akceptowac, przestaniesz sie bac. nie bedziesz nawet myslal tak jak myslales - boisz sie? ale czego? nie chodzi w ogole o to, ze mozna sie bac czegos.. chodzi o to, ze leku nie ma. ze akceptujesz zycie i nieprzewidywalnosc. ze odlaczasz sie od kazdej z potrzeb i kazdego z musow. wystarczy, ze akceptujesz. to nie bylo proste.. ale staje sie coraz bardziej oczywiste. to jedyna droga.
zabralem sobie z przeszlosci jedna z potrzeb, jaka mialem. teraz nie chce miec potrzeb. zabralem sobie myslenie o przeszlosci i przyszlosci. zabralem polaczenie ze zludnym poczuciem bezpieczenstwa, ze rzeczy pojda po mojej mysli. jaki bylby sens zycia, gdy szly po mysli.. dlatego nie ma juz mysli.
zyje. nie robie, tylko akceptuje przemijanie. nie kaze nic i nie zmuszam. odpuszczam wszystko, co byloby przywiazaniem. w tu i teraz nie ma bolu, nie ma straty, nie ma krzywdy, jest jedynie akceptacja i wyjatkowosc. jest placz ze szczescia i jest zrozumienia. jest wszystko. jest prawda.
siedzialem w wannie i patrzylem. i widzialem swiat i go dotykalem. wszystkie zmysly polaczyly sie w jeden. wszystko sie zatrzymalo i nie istnialo poza jednym momentem. medytowalem, gdy sie wystraszylem. wzialem swoj lek i go przezywalem. to nie lek nas boli, ale to, ze go nie akceptujemy. gdy zaczynasz akceptowac, nie ma leku, bo nie moze istniec cos, co nie jest egzystencjonalne. lek to brak akceptacji. nie istnieje, gdy jest akceptacja. tyle inwestycji w lek - w cos, czego w ogole nie ma..
akceptacja istnieje. jesli zaczniesz akceptowac, przestaniesz sie bac. nie bedziesz nawet myslal tak jak myslales - boisz sie? ale czego? nie chodzi w ogole o to, ze mozna sie bac czegos.. chodzi o to, ze leku nie ma. ze akceptujesz zycie i nieprzewidywalnosc. ze odlaczasz sie od kazdej z potrzeb i kazdego z musow. wystarczy, ze akceptujesz. to nie bylo proste.. ale staje sie coraz bardziej oczywiste. to jedyna droga.
czwartek, 11 listopada 2010
Ponownie blog jako notatnik, z prywatną dedykacją.
Mamy coraz lepsze technologie do wpływania na siebie. Możemy przedefiniować każdą sytuację. Możemy zamienić gwałt na stosunek seksualny bez pełnej motywacji, możemy zamienić krzywdę na najważniejszą lekcję życia. Możemy złapać każde przekonanie i uwierzyć we wszystko. Ktoś, kto nie ma pieniędzy zaczyna wierzyć, że jest bardzo bogaty. Wiemy, że można zrobić wszystko. I powstaje pytanie, czy idziemy w dobrym kierunku.
Tworzysz rzeczywistość. Tworzysz świat, ktory działa według Twoich praw. Wybierasz w nim siebie i kształtujesz się jako człowiek. Wybierasz pewne emocje, szczególnie te przyjemniejsze - entuzjazm, podniecenie, brechty, itd. Unikasz tych, które Ci się nie podobają - lęk, wątpliwości, konfuzja. I uczysz się, jak tak funkcjonować.
Dostajesz dawkę kokainy.
Nagle jesteś w stanie autentycznie stworzyć świat, w ktorym nie ma bólu. Gdy ktos płacze, filtrujesz przez przekonanie: nie wolno się użalać nad sobą, to tracenie czasu. Gdy ktoś ma wątpliwości, wpajasz im pewność. Spotykasz takich ludzi jak Ty sam - wspólnie tworzy się społeczność ludzi, którzy przebywają ze sobą. Poza ten świat nie wychodzą, a inny pozostały obok jest wrogi. Po jakimś czasie ten świat jest tak piękny, tak lepszy, tak łatwiejszy i prostszy, ze zamykają się jeszcze szczelniej drzwi na zewnątrz.
Wybierasz 1% świata, jakiego dostarcza Ci los - 1% i zaczynasz żyć, jakby to było 100%. Dziewczyna obok Ciebie pragnie iść na spacer, ale Ty pracujesz do 24, by można było kupić mieszkanie lepsze. A ona nie chce. Ona tęskni za fanaberią i głupstwami, jakie robiliście dawno temu. Ty czytasz książkę, bo nalezy sie rozwijac. A ona chce się przytulić. Ale wtedy Ty się nie rozwiniesz..
Ktoś cierpi, boli go, skręca ze smutku, my dajemy mu nie-ludzką technikę zamiast serdeczności i ciepła. Czynimy z niego bardziej sprawnego robota, a nie lepiej rozumiejącego człowieka. Mówimy: powody są nieważne, mimo że oni chcą się nami z nimi podzielić.
Rogers miał rację twierdząc, że przy pełnej akceptacji ludzie otworzą się przed nami najbardziej i coś takiego jak zaufanie i poczucie bezpieczeństwa ustanowi więź między 'klientem' a 'sprzedawcą'. A do tego potrzeba spojrzenia poprzez ich łzy, by powiedzieć - rozumiem Cię. Wiem, co czujesz. Przeżyłem to sam. I ponieważ sam z tego wyszedłem, pomogę Ci w procesie tego, byś Ty też tam doszedł.
Potem sie okazuje, że tam jest też inny świat, w którym jedynym spójnym sposobem budowania więzi nie jest jednak siadanie w podobny sposób, ale umiejętność empatycznego zrozumienia drugiej strony. Zrozumienie to niekoniecznie zgadzanie się. To zbudowanie pomostu między tym, co już to zna i tym, co dopiero poznaje. I stworzenie partnerskiej relacji.
To miał być dodatek do tego mnie, który z godnością reprezentuje samego siebie. Który bardziej niż maskę tego, jak się projektuje akceptuje siebie i wierzy, że to w nim ktoś ujrzy płomien nadziei, spokoju, zrozumienia, miłości. To miało byc jebane narzędzie, ktorym wprawnie się posługujemy by stawać się bardziej sobą i bardziej się odkrywać, niż odsuwać od siebie.
I ja jestem pierwszym jakiego nalezy winić.
I jak zawsze... To zawsze pozostanie..:)
Życzę Ci serdeczności. Ciepła. Powodzenia. Życzę Ci oczu, jakie widzą, uszu, jakie słyszą i serca, jakie czuje. Życzę Ci zdjęcia maski i zaakceptowania siebie i powodzenia w odkrywaniu źycia ze wszystkimi jego smakami, a nie tylko zza złotej, bezpiecznej rzekomo klatki. Życzę Ci pełni, bo tylko pełnia da Ci wolność wyboru. Życzę Ci być zainwestowała w odwagę poznania siebie, bo odkryjesz tam wyjatkowość, jakiej nie da Ci nic z zewnątrz. Życzę Ci życia. Jest wspaniałe.
Tworzysz rzeczywistość. Tworzysz świat, ktory działa według Twoich praw. Wybierasz w nim siebie i kształtujesz się jako człowiek. Wybierasz pewne emocje, szczególnie te przyjemniejsze - entuzjazm, podniecenie, brechty, itd. Unikasz tych, które Ci się nie podobają - lęk, wątpliwości, konfuzja. I uczysz się, jak tak funkcjonować.
Dostajesz dawkę kokainy.
Nagle jesteś w stanie autentycznie stworzyć świat, w ktorym nie ma bólu. Gdy ktos płacze, filtrujesz przez przekonanie: nie wolno się użalać nad sobą, to tracenie czasu. Gdy ktoś ma wątpliwości, wpajasz im pewność. Spotykasz takich ludzi jak Ty sam - wspólnie tworzy się społeczność ludzi, którzy przebywają ze sobą. Poza ten świat nie wychodzą, a inny pozostały obok jest wrogi. Po jakimś czasie ten świat jest tak piękny, tak lepszy, tak łatwiejszy i prostszy, ze zamykają się jeszcze szczelniej drzwi na zewnątrz.
Wybierasz 1% świata, jakiego dostarcza Ci los - 1% i zaczynasz żyć, jakby to było 100%. Dziewczyna obok Ciebie pragnie iść na spacer, ale Ty pracujesz do 24, by można było kupić mieszkanie lepsze. A ona nie chce. Ona tęskni za fanaberią i głupstwami, jakie robiliście dawno temu. Ty czytasz książkę, bo nalezy sie rozwijac. A ona chce się przytulić. Ale wtedy Ty się nie rozwiniesz..
Ktoś cierpi, boli go, skręca ze smutku, my dajemy mu nie-ludzką technikę zamiast serdeczności i ciepła. Czynimy z niego bardziej sprawnego robota, a nie lepiej rozumiejącego człowieka. Mówimy: powody są nieważne, mimo że oni chcą się nami z nimi podzielić.
Rogers miał rację twierdząc, że przy pełnej akceptacji ludzie otworzą się przed nami najbardziej i coś takiego jak zaufanie i poczucie bezpieczeństwa ustanowi więź między 'klientem' a 'sprzedawcą'. A do tego potrzeba spojrzenia poprzez ich łzy, by powiedzieć - rozumiem Cię. Wiem, co czujesz. Przeżyłem to sam. I ponieważ sam z tego wyszedłem, pomogę Ci w procesie tego, byś Ty też tam doszedł.
Potem sie okazuje, że tam jest też inny świat, w którym jedynym spójnym sposobem budowania więzi nie jest jednak siadanie w podobny sposób, ale umiejętność empatycznego zrozumienia drugiej strony. Zrozumienie to niekoniecznie zgadzanie się. To zbudowanie pomostu między tym, co już to zna i tym, co dopiero poznaje. I stworzenie partnerskiej relacji.
To miał być dodatek do tego mnie, który z godnością reprezentuje samego siebie. Który bardziej niż maskę tego, jak się projektuje akceptuje siebie i wierzy, że to w nim ktoś ujrzy płomien nadziei, spokoju, zrozumienia, miłości. To miało byc jebane narzędzie, ktorym wprawnie się posługujemy by stawać się bardziej sobą i bardziej się odkrywać, niż odsuwać od siebie.
I ja jestem pierwszym jakiego nalezy winić.
I jak zawsze... To zawsze pozostanie..:)
Życzę Ci serdeczności. Ciepła. Powodzenia. Życzę Ci oczu, jakie widzą, uszu, jakie słyszą i serca, jakie czuje. Życzę Ci zdjęcia maski i zaakceptowania siebie i powodzenia w odkrywaniu źycia ze wszystkimi jego smakami, a nie tylko zza złotej, bezpiecznej rzekomo klatki. Życzę Ci pełni, bo tylko pełnia da Ci wolność wyboru. Życzę Ci być zainwestowała w odwagę poznania siebie, bo odkryjesz tam wyjatkowość, jakiej nie da Ci nic z zewnątrz. Życzę Ci życia. Jest wspaniałe.
środa, 27 października 2010
Bo
Jestem czasem nierozumiany.
Czasem mam trochę dość.
Co jakiś czas spaceruję, samotnie.
Czekam na zmianę.
Boję się próbować.
Zostawiam rzeczy za sobą.
Zapominam, często.
Tak, jest mi żal.
Nie tęsknię, zaczynam już zapominać.
Nigdy jej nie kochałem.
Żyć lepszym życiem.
Nie myślę o tym, 'dlaczego'.
Tak, zrobiłbym to.
Nie, nie mam odwagi.
Sprzeczność? Po prostu dwie różne drogi.
To dopiero się definiuje.
Nie potrzebuję więcej czasu, ale wiem że go będę szukał.
Tak, jestem jedyny.
To moja gorsza strona.
Nie, tak naprawdę nie ma lepszej.
Często poza twoim zasięgiem.
Zasługujesz, z pewnością.
Nie dostaniesz.
Twoja kolej.
Zawsze sobie mówię, że mam czas.
Zabraknie go.
Czasem mam trochę dość.
Co jakiś czas spaceruję, samotnie.
Czekam na zmianę.
Boję się próbować.
Zostawiam rzeczy za sobą.
Zapominam, często.
Tak, jest mi żal.
Nie tęsknię, zaczynam już zapominać.
Nigdy jej nie kochałem.
Żyć lepszym życiem.
Nie myślę o tym, 'dlaczego'.
Tak, zrobiłbym to.
Nie, nie mam odwagi.
Sprzeczność? Po prostu dwie różne drogi.
To dopiero się definiuje.
Nie potrzebuję więcej czasu, ale wiem że go będę szukał.
Tak, jestem jedyny.
To moja gorsza strona.
Nie, tak naprawdę nie ma lepszej.
Często poza twoim zasięgiem.
Zasługujesz, z pewnością.
Nie dostaniesz.
Twoja kolej.
Zawsze sobie mówię, że mam czas.
Zabraknie go.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)