Mamy coraz lepsze technologie do wpływania na siebie. Możemy przedefiniować każdą sytuację. Możemy zamienić gwałt na stosunek seksualny bez pełnej motywacji, możemy zamienić krzywdę na najważniejszą lekcję życia. Możemy złapać każde przekonanie i uwierzyć we wszystko. Ktoś, kto nie ma pieniędzy zaczyna wierzyć, że jest bardzo bogaty. Wiemy, że można zrobić wszystko. I powstaje pytanie, czy idziemy w dobrym kierunku.
Tworzysz rzeczywistość. Tworzysz świat, ktory działa według Twoich praw. Wybierasz w nim siebie i kształtujesz się jako człowiek. Wybierasz pewne emocje, szczególnie te przyjemniejsze - entuzjazm, podniecenie, brechty, itd. Unikasz tych, które Ci się nie podobają - lęk, wątpliwości, konfuzja. I uczysz się, jak tak funkcjonować.
Dostajesz dawkę kokainy.
Nagle jesteś w stanie autentycznie stworzyć świat, w ktorym nie ma bólu. Gdy ktos płacze, filtrujesz przez przekonanie: nie wolno się użalać nad sobą, to tracenie czasu. Gdy ktoś ma wątpliwości, wpajasz im pewność. Spotykasz takich ludzi jak Ty sam - wspólnie tworzy się społeczność ludzi, którzy przebywają ze sobą. Poza ten świat nie wychodzą, a inny pozostały obok jest wrogi. Po jakimś czasie ten świat jest tak piękny, tak lepszy, tak łatwiejszy i prostszy, ze zamykają się jeszcze szczelniej drzwi na zewnątrz.
Wybierasz 1% świata, jakiego dostarcza Ci los - 1% i zaczynasz żyć, jakby to było 100%. Dziewczyna obok Ciebie pragnie iść na spacer, ale Ty pracujesz do 24, by można było kupić mieszkanie lepsze. A ona nie chce. Ona tęskni za fanaberią i głupstwami, jakie robiliście dawno temu. Ty czytasz książkę, bo nalezy sie rozwijac. A ona chce się przytulić. Ale wtedy Ty się nie rozwiniesz..
Ktoś cierpi, boli go, skręca ze smutku, my dajemy mu nie-ludzką technikę zamiast serdeczności i ciepła. Czynimy z niego bardziej sprawnego robota, a nie lepiej rozumiejącego człowieka. Mówimy: powody są nieważne, mimo że oni chcą się nami z nimi podzielić.
Rogers miał rację twierdząc, że przy pełnej akceptacji ludzie otworzą się przed nami najbardziej i coś takiego jak zaufanie i poczucie bezpieczeństwa ustanowi więź między 'klientem' a 'sprzedawcą'. A do tego potrzeba spojrzenia poprzez ich łzy, by powiedzieć - rozumiem Cię. Wiem, co czujesz. Przeżyłem to sam. I ponieważ sam z tego wyszedłem, pomogę Ci w procesie tego, byś Ty też tam doszedł.
Potem sie okazuje, że tam jest też inny świat, w którym jedynym spójnym sposobem budowania więzi nie jest jednak siadanie w podobny sposób, ale umiejętność empatycznego zrozumienia drugiej strony. Zrozumienie to niekoniecznie zgadzanie się. To zbudowanie pomostu między tym, co już to zna i tym, co dopiero poznaje. I stworzenie partnerskiej relacji.
To miał być dodatek do tego mnie, który z godnością reprezentuje samego siebie. Który bardziej niż maskę tego, jak się projektuje akceptuje siebie i wierzy, że to w nim ktoś ujrzy płomien nadziei, spokoju, zrozumienia, miłości. To miało byc jebane narzędzie, ktorym wprawnie się posługujemy by stawać się bardziej sobą i bardziej się odkrywać, niż odsuwać od siebie.
I ja jestem pierwszym jakiego nalezy winić.
I jak zawsze... To zawsze pozostanie..:)
Życzę Ci serdeczności. Ciepła. Powodzenia. Życzę Ci oczu, jakie widzą, uszu, jakie słyszą i serca, jakie czuje. Życzę Ci zdjęcia maski i zaakceptowania siebie i powodzenia w odkrywaniu źycia ze wszystkimi jego smakami, a nie tylko zza złotej, bezpiecznej rzekomo klatki. Życzę Ci pełni, bo tylko pełnia da Ci wolność wyboru. Życzę Ci być zainwestowała w odwagę poznania siebie, bo odkryjesz tam wyjatkowość, jakiej nie da Ci nic z zewnątrz. Życzę Ci życia. Jest wspaniałe.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz